Pochodzę z Wronek - miasta w woj. Wielkopolskim. Tam też spędziłem
kilkanaście lat.. Moim hobby
była hodowla rybek akwariowych. Temu zajęciu poświęcałem wolny
czas. We Wronkach mieszkali moi rodzice, więc nie łączyła mnie
z tym miastem tylko praca. Często bywałem więc tam prywatnie. Tak
też było w ten pechowy, wietrzny listopadowy dzień 1984 roku...
Odzyskałem przytomność na drugi dzień, w szpitalu kolejowym w Puszczykowie.
Po dwóch operacjach w Klinice Neurochirurgii w Poznaniu, które
były chyba tylko po to, aby formalności stało się zadość, nastąpiły
długie miesiące rehabilitacji w różnych ośrodkach w kraju. Po kilkunastu
miesiącach trzeba było wrócić do domu, ale już na wózku inwalidzkim.
Przystosowanie się do nowego, i jakże innego życia, odbywało się
bardzo powoli. Po tylu latach wiem - iż przyczyną tego było angażowanie
się przeze mnie w kontakty z osobami takimi jak ja.
Z drugiej strony, będąc "świeżo" po wypadku nie wiedziałem
do kogo zwrócić się z tymi wszystkimi problemami.
W moim otoczeniu brakowało natomiast kogoś, kto by mi pomógł mi zaaklimatyzować się
w tę nową sytuację. Ciągłe przebywanie w domu
stało się nudne i pozbawione celu. Świadomość tego, że w mniejszym
lub większym stopniu jest się ciężarem dla innej osoby miała decydujący
wpływ na decyzję, aby wyprowadzić się z domu, gdziekolwiek. Trafiłem
do Domu Pomocy Społecznej w Chodzieży.
Jestem tu już 18 lat i cieszę się, że udało mi się uporać z trudnościami,
które zwaliły się tak gwałtownie na głowę, że odzyskałem chęć życia,
że odkryłem w sobie jakieś zdolności ... może to niewielkie sprawy, ale ważne. |