Tetraplegia jako konsekwencja pechowego skoku do wody

Strona osoby po złamaniu kręgosłupa

COVID-19 - niepełnosprawny z koronawirusem i po podaniu szczepionki

niepełnosprawny z koronawirusem

Na COVID-19 zachorowałem na początku grudnia 2020 roku. Jako, że od ponad dwóch miesięcy Dom Pomocy Społecznej, w którym mieszkam był zamknięty (zakaz odwiedzin i wychodzenia poza teren placówki), zostałem zakażony przez osobę z personelu. Nie byłem pierwszą osobą, która została zainfekowana. Cała sprawa wyszła na jaw, gdy jedna z mieszkanek źle się poczuła, trafiła do szpitala i test na obecność koronawirusa okazał się pozytywny. Niestety, ta mieszkanka zmarła, jak i wkrótce dziesięcioro innych pensjonariuszy.

Pierwsze objawy SARS-CoV-2 były u mnie bardzo łagodne. Przez dwa-trzy dni pojawiała się i zanikała lekka gorączka. Testy mieliśmy robione w trzecim dniu od wykrycia zakażenia w naszym DPS-ie i dlatego te objawy bagatelizowałem. Dopiero, gdy przyszły wyniki, to już wiedziałem, że stany podgorączkowe nie były przypadkowe.

Kolejne dni stawały się coraz bardziej cięższe. Temperatura popołudniami oscylowała w granicach 38 stopni, a stan zmęczenia coraz większy i uciążliwy. Najgorszy był 7-8 dzień, gdzie podniesienie głowy z poduszki było sporym wysiłkiem. Co parę godzin traciłem i odzyskiwałem smak i węch, W tamtym okresie także przez kilka godzin saturacja spadła mi do 75 procent. Zacząłem się trochę niepokoić, że będę musiał trafić do szpitala, jednak wkrótce natlenienie wróciło do stanu powyżej 90 procent i przerażająca wizja bycia na łasce polskiej służby zdrowia bardzo się oddaliła.

Kolejne dwa dni z COVID-19 były z temperaturą do 38 stopni i ze sporym osłabieniem. Trochę było irytujące, że po tylu dniach wciąż męczy mnie koronawirus, chociaż dobrze wiedziałem, że trwa on przeważnie 10 dni. Wyczerpanie chorobą i tęsknota za powrotem do zdrowia, niestety zaburza racjonalne myślenie.

11 dnia obudziłem się odmieniony. Czułem się zdrowo i pełny sił. Kolejne dni jednak czasami przypominały w postaci niewielkiego osłabienia o niedawnym przejściu SARS-CoV-2, jednak po trzech tygodniach wszystko wróciło do normy i zacząłem czuć się jak przed chorobą.

Przed infekcją zadawałem sobie pytanie, jak mój organizm zniósłby zakażenie koronawirusem. Nie trafiła do mnie żadna informacja mówiąca coś na temat osób po urazie rdzenia kręgowego na odcinku szyjnym i chorowaniu na COVID-19. Dalej do końca nie wiem, czy osoby poruszające się na wózku inwalidzkim zaliczane do ludzi z chorobami współistniejącymi, jednak na swoim przykładzie chcę pokazać, że można to zakażenie przejść w miarę przyzwoity sposób. Mimo, że były ciężkie chwile, to doceniam fakt, że ominęły mnie bóle głowy, duszności, a przede wszystkim jakieś trwałe uszczerbki na zdrowiu. Skoro taki stary tetraplegik z 23-letnim stażem bez żadnych lekarstw może przejść SARS-CoV-2 w miarę łagodnie, to nie ma co panikować, kiedy test okaże się pozytywny.

Chcąc zminimalizować możliwość ponownego zarażenia się koronawirusem, przy najbliższej okazji zaszczepiłem się preparatem Pfizer/BioNTech. Pierwsza doba przebiegła bez żadnych niepożądanych objawów. Równo, po 24 godzinach pojawił się w miejscu ukłucia 7 centymetrowy rumień (nie wiem, czy bolesny, bo w tym miejscu nie mam czucia) i dostałem gorączkę 38.3 stopni, która po kilku godzinach spadła do 37.5 stopni. W sumie stan podwyższonej temperatury trwał około 16 godzin. Po tym czasie byłem przez cały dzień osłabiony. Kolejne dni przebiegły bez żadnych skutków ubocznych, rumień znikł po 5 dniach, więc mogę uznać, że pierwszą dawkę szczepionki mój organizm zniósł przyzwoicie.

Drugą dawkę szczepionki otrzymałem, zgodnie z zaleceniami producenta, po trzech tygodniach. Miałem nadzieję, że tym razem obejdzie się bez niepożądanych objawów. Niestety, po około 21 godzinach było mi zimno i dostałem silnych dreszczy, a po następnych trzech godzinach temperatura wzrosła do 38.6 stopni. Po połknięciu jednej tabletki Codiparu gorączka szybko ustąpiła i czułem się w pełni zdrowy. Po podaniu drugiej dawki szczepionki Pfizer/BioNTech w miejscu iniekcji także pojawił się rumień wielkości trzech centymetrów, a więc mniejszy, niż za pierwszym razem, który znikł po czterech dniach.

Z powyższego opisu widać, że nie ominęły mnie skutki uboczne szczepionki na COVID-19. Kilkugodzinna gorączka oraz rumień, to niewielka cena za ponad dziewiędziesięcio procentowe zabezpieczenie przed SARS-CoV-2. Wszystkim obawiającym się szczepieniom polecam rzetelną lekturę uznanych instytutów naukowych. Wynika z nich jasno, że zdecydowanie większym zagrożeniem jest koronawirus, niż najnowocześniejsza szczepionka na świecie, mimo zatwierdzenia jej w rekordowym tempie.



Kontakt

lp.surtet@kezsybz

forum tetraplegik akademia życia